No to tak: jestem tu juz 5 dni. Pewnie nie bedzie sie Wam chcialo czytac takze bede tylko pisac, pisac, pisac zeby Was zanudzic na smierc. Hmm.. troche dziwnie pisac po polsku ale coo tam xD Jakos sobie poradze.
Podroz byla w porzadku. Oprocz tego ze caly czas slyszalam tylko deutsche sprache.. Nawet jak wyladowalismy w Waszyngtonie. Najlepsze bylo, ze stuwardessa(nie wiem jak sie to psize :P) pytala sie czy chcemy cos do picia. Znaczy to bylo tak: samolot 3-4-3 i najpierw pytala sie tych "4 siedzeniowcow" czy sie chca czegos napic. Normalnie po englishu. Odwraca sie do nas i to samo pytanie... po DEUTCHU!!!! Ja nie wiem czy my wygladalismy na jakichs Niemcorow czy co?!! No ale coo tam :P Jedzenie bylo niczego sobie wiec spoko.
W sumie to nie chce mi sie pisac calej tej podrozy i tak dalej. No moze tylko jedna anegdote z Washingtonu. Bo chcialo nam sie pic i poszlismy do sklepu. No tam babka nam wydala reszte i poszlismy usiasc. No i jakby to nie bylo gdyby bidne dzieci z Europy nie zaczely studiowac monet, ktore dostaly. No i patrzymy a tam cos takiego jak "one dime" (wg to oni na monetach liczb nie maja takze czeba czytac). No i my a co to wg jest?!! NO to tamci polezi z powrotem do tego sklepu i sie pytajac co to ejst :D Tamci w buzz ale nam powiedzili, ze to 10 centow xDD
Potem jeszcze zobaczylismy "a quater"(cwiartka eng.). No to my z JUstyna ze to 15 centow. A Kuba ze nie, ze to 25. A my ze nie bo quater to tez kwadrans i ze kwadrans to 15. Na to on ze cwiartka ze 100 to 25. I tak zesmy sie klocili (tutaj zmienilam ton glosu :P) i w koncu skapnelysmy sie ze to faktycznie 25 centow. Bo cwiartka ze 100 to 25 a z 60 (czyli godziny) to 15...
No i co. Potem wlazlam do swojego samolotu, ktory byl najmniejszy z nich wszystkich i nie mialam gdzie wlozyc gitary. A ze mialam jeszcze plecak i torbe to mialam maly problem. No ale tam wlozylam plecak pod krzeslo, torbe na kolanach i gitare przed soba. Zapielam pasy i sobie siedze szczesliwa, ze nikt mi nic nie powiezial. No ale podchodzi do mnie stiulardes w pewnym momencie: "Hello" "Hi" "How are you?" "Fine" "Is that your guitar(czy cos takiego)?" "Yes" "but you can't have it here" no i cos tam mi ja wlozyl gdzies do jakiejs szfki i mialam spokoj.
Nie wiem jak to sie stalo i nie wiem ile lecialam ale nagle patrze a wszyscy pasy odpinaja. A ja taka co wy wg ludzie robicie przeciez musimy wystartowac nie mozecie odpinac pasow! A sie okazalo ze my juz wyladowalismy
No i wyszlam z samolotu. Lotnisko wg puste a ja taka co sie dzieje wg. Gdzie moja rodzina przeciez mieli na mnie czekac. No ale ode odebrac bagaz no i patrze a tak kupa ludzi stoi. No to sobie mysle ze na bagaz czekaja. Ide dalej a oni sie na mnie lampia. NO to ja sie patrze wg gdzies indziej i w pewnym momencie patrze a Ci do mnie zeby szczerza. A ja taka kim Wy wg jestescie. NO ale ide dalej tak sie w koncu patrze na nich i ":O" Ol maj gaszz :D nie poznalam dziadow :D
No ale dobra pojechalismy do domu i poszlam spac. I w sumie tyle :P Zaraz tu dodam zdjecia jakies. Nie chce mi sie pisac wg :P znaczy ten blog jest glupi jakis a na onecie bym sobie musiala kontoz alozyc czy cos a to jest takie latwe i proste tu i to mnie wkurza. Jak Nokia.
Washindton's airport
Alright! To by bylo na tyle jesli chodzi o zdjecia z podrozy. Mam jeszcze kilka mojego pokoju i jedzenia xDD Aa! I jeszcze walne tutaj film z samolotu. Tego 560 passangers
PS. Ej, dziadowo! Obok mnie lezy pudelko od oryginalnego HAlf'Life'a xDD
PS2. Adam zna Behemotha!!!!! xDD
1 komentarz:
Cieszę się bardzo, że założyłaś coś takiego. Przynajmniej mogę dowiedzieć sie co u Ciebie. I jak sie masz:)
Prześlij komentarz